O autorze
Lekcja francuskiego - o sztuce i podróżach podczas jedzenia.
Swoje dorosłe życie spędziłem pomiędzy kuchnią a obrazami wielkich artystów, a także różnymi redakcjami, studiowałem historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim i turystykę na Sorbonie, przebywałem w ponad stu krajach, nieco dłużej w Paryżu, a teraz uczę się języka japońskiego z książek kucharskich.

Zrealizowałem wiele filmów dokumentalnych, między innymi ten o Polakach nigdy nie emigrujących na Madagaskar, albo o tym jak książę Eustachy Sapieha polował w Kenii na lwy.

Pisywałem artykuły i książki o podróżach, wystawach malarstwa, o meczach piłkarskich, o bohaterach świata, o gastronomii, o artystach wielkich i małych, a nawet o lekkoatletach. Pisuję tak od wielu lat.

To Francuzi wynaleźli kuchnię i najlepsze jedzenie. Odziedziczyli po swoich przodkach fantastyczny zwyczaj rozmawiania o sztuce przy stole. Jest im łatwiej od innych to robić, bo mają najlepsze wina i szampana. No i wspaniałą sztukę wokół siebie. Niezwykłą i fascynującą. Starą i nową. Od gotyckich katedr po Paula Gauguina. I dlatego tego wszystkiego im zazdroszczę.

Kiedyś na Polinezji spotkałem prawdziwego kanibala. Rozmawialiśmy trochę. Opowiadał mi o swoich przodkach i dlaczego zjadali ludzi. Powiedział mi też, że bardzo lubi frytki. Pomyślałem wtedy sobie, że chyba bardzo mało wiemy o kuchni i jedzeniu…

Gojira a sprawa polska

głowa potwora na gmachu wytwórni Tōhō w Shinjuku
głowa potwora na gmachu wytwórni Tōhō w Shinjuku fot. T. Rudomino
Media właśnie doniosły, że gdyby w Polsce istniał antysemitzm, to nie byłoby filmowej Godzilli. Chodzi o potwora z głębin oceanu. A konkretnie z Francuskiej Polinezji.

Albowiem to bracia Hirsz stworzyli Warner Bros., hollywoodzkie imperium. Czyli nasi.
Niestety, nie da się przypisać, pochodzącym z terenów Polski producentom filmowym, wspomnianego faktu stworzenia tej bestii. Ani nawet jej mitu.
Bo to na Mururoa narodziła się Godzilla. Francuzi na wiele lat, uczynili z tego atolu, pole doświadczalne z bronią nuklearną. Któregoś razu, silne promieniowanie dosięgnęło stada waranów, leżakujących na plaży.
Zmutowany jaszczur, wielkości Manhattanu przepłynął Pacyfik, przemaszerował przez Panamę i udał się do Nowego Jorku. Bohaterscy Marines, wyczaili gada w metrze i tam go zasiekli. Od tamtej pory Francuzi zaprzestali prób nuklearnych i Mururoa jest teraz dostępna dla turystów. Taka była wersja amerykańska tej historii.
Japończycy mieli inną.
Król potworów z Tōhō, to skrzyżowanie goryla z waleniem albo wielorybem. Był gadem, który ział toskycznym ogniem, niszczył miasta i zabijał wszystkich, którzy stanęli na jego drodze. Wywodził się z zamierzchłej historii, zbudzony z wiecznego snu na dnie morza i od tamtego czasu szalał po Pacyfiku. Stał się symbolem nuklearnego szaleństwa, jakiejś mutacji genetycznej, która poplątała w jedno kilku stworów. W Shinjuku, na gmachu wieżowca wytwórni Tōhō, znajduje się gigantyczna głowa potwora, można tam zrobić sobie selfie z Gojirą wychodząc z restauracji na taras, gdzie ten łeb stoi na betonowym cokole.
Imię Gojira nadał mu Eiji Tsuburaya, ojciec czy twórca gada. Było to przezwisko jednego z pracowników Tōhō, albowiem gość był potężny jak goryl i lubił jeść mięso wieloryba. Choć, jak wiadomo małpy te jedzą wyłącznie warzywa i owoce. Koledzy z pracy połączyli dwa słowa: gorira i kujira. I tak wyszło. Inna sprawa, że to końcówka ra, w języku japońskim dodaje grozy, określa potwora. Tak jak w przypadku, okropnego żółwia, który nosił miano gamera. Po japońsku żółw to kame, ale wtedy wyszłaby “kamera”, zatem ostrożni filmowcy, lekko zmodyfikowali jego imię. Też potwora.
Pierwszy film pt Gojira nakręcił Ishirō Honda w 1954 roku. Urodził się w Yamagata. Był Japończykiem, a nie żydowskim emigrantem z Polski.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...