"Milczenie" jednak bez emocji

Nagasaki, fot T Rudomino
Adaptacja „Milczenia” wedle Martina Scorsese to remake japońskiego filmu Masahiro Shinody z 1971 roku. Scorsese wbrew temu, co pisze Na Temat, nie trafił na książkę Shusaku Endo lecz na scenariusz do sztuki teatralnej Kennetha Branagha, opartej właśnie na „Milczeniu”.


Czytam w Na Temat, że książka tego pisarza wzbudziła protesty w Japonii. Nieprawda. Było wręcz odwrotnie. Protesty wzbudziła natomiast „Morze i Truciźna”. Zastanawiano się czy autora „Milczenia” nie nominować do Literackiej Nagrody Nobla. Za „Milczenie” właśnie.



Film Scorsese niczym szczególnym się nie wyróżnia. Malownicze zdjęcia Tajwanu, który udaje Kyushu, efektowne kostiumy, dobre dialogi ale to wycięte zdania z Endo. Nic nowego. Film Shinody z 1971 roku był pełniejszy, bardziej mroczny i zdecydowanie inteligentniejszy. Nachalne u Scorsese podkreślanie duetu Chrystus-Judasz śmieszy. U Shusaku Endo kluczowa jest scena kiedy Rodrigues depcze fumi-e, a Jezus do niego przemawia słowami: „podepcz moją twarz, bo po to się urodziłem”. Ale to wystarczy, widzowie nie są debilami, nie trzeba wkółko pokazywać chrystusowego widzenia jezuity. Świętym nie został. Tylko apostatą.

U Scorsese ciekawe są role japońskich aktorów. W postać Kichijiro wcielił się gwiazdor mangi Yōsuke Kubozuka, tym samym można go porównać z genialnym Makoto Iwamatsu, którego kreacja z 1971 roku przyniosła mu międzynarodową sławę. Jest jeszcze postać Inoue, niegdyś katolika, a teraz oprawcę portugalskich misjonarzy. Zagrał go Issei Ogata, pochodzący z Fukuoki, aktor komediowy i teatralny. Dla szerokiej publiczności nieznany. I w adaptacji Scorsese słaby. Zaś u Shinody tę ważną dla całego dramatu rolę powierzono Eiji Okadzie, wielkiemu gwiazdorowi, pamiętanego z filmu Alain Resnais, „Hiroszima moja miłość”.
No i Asano, największa japońska gwiazda w tym filmie. Jego rolę miał zagrać poprzednio Ken Watanabe u boku Daniela Day-Levisa i Beneficio del Toro. Wydaje się, że postać Ferreiry Day Levis odegrałby z większym dramatyzmem, bo Neeson jest po prostu nijaki. Ale wyszło jak wyszło.

Odkąd Kurosawa zdobył rok temu nagrodę w Cannes za "Journey to the shore", Tadanobu Asano stał się aktorem wielkiej sławy. I choć gra już w filmach od wielu lat, zarówno w produkcjach japońskich jak i zagranicznych, to tak naprawdę, teraz dopiero światowa krytyka doceniła jego talent, wrażliwość i tę rzadką umiejętność skupiania na sobie licznych spojrzeń widzów.
Jest aktorem o urodzie amanta, ale w prawdziwym romansie przyszło mu zagrać dopiero u Kiyoshio Kurosawy.
Grał dotychczas, i to najpewniej role samurajów. Często wybitne postaci z historii Japonii jak Kirę albo Maedę Toshilę. Pierwszy to był główny bohater najważniejszego japońskiego mitu. To za jego sprawą dziedzic Asano z Ako, musiał popełnić samobójstwo, a w konsekwencji 47 wiernych samurajów pod wodzą Oishii Yoshio poprzysięgło zemstę. Historia ta znalazła swoje godne miejsce w literaturze i japońskim dramacie. Stała się symbolem lojalności, oddania, wierności. Groby 47 samurajów w Sengakuji odwiedza rokrocznie million turystów z całego świata, a każdego roku, w dniu 14 grudnia pielgrzymują tam Japończycy. Po świątyni Yasukuni to drugie miejsce w Japonii, tak licznie odwiedzane przez pielgrzymów.

Film Shinody, realizowany był w Sotome, tam gdzie w rzeczywistości historia „Milczenia” się wydarzyła. U Scorsese japońskie chrześcijaństwo z 1637 roku ma chińskie oblicze.
Trwa ładowanie komentarzy...