Ostatni święty samuraj

Silence, muzeum Shūsako Endō, Sotome Japonia
W dniu premiery „Milczenia’’, nowego filmu Martina Scorsese, odbędzie się beatyfikacja Justo Takayamy Ukona samuraja, który po 400 latach po swojej śmierci, potwierdzi świadectwo, o które pyta właśnie w ‘’Milczeniu’’ główny bohater sfilmowanej po raz wtóry zresztą, historii portugalskich misjonarzy na japońskim wybrzeżu Kyushu.

‘’Milczenie’’ to podróż. Wyprawa w sensie dosłownym i w przenośni. Podróż literacka i zwyczajnie namacalna. Bo każdy kto dotrze do Kagoshimy czy Nagasaki napotka tam na świadectwa opisane w ‘’Milczeniu’’. Książki Shūsaku Endō, która dokonała głębokiej wyrwy w sumieniach wielu katolików na całym świecie.
Nowe dzieło Martina Scorsese to remake filmu Masahiro Shinody pt ‘’Chinmoku’’. Do tamtego filmu przyłożył swoją rękę również Endō. Historia opisana w ‘’Milczeniu’’ zdarzyła się naprawdę. Żeby ją dobrze zrozumieć wybrałem się na Kyushu. Pojechałem do Nagasaki i Sotome. Bo tam pisarz ulokował miejsce akcji dla swoich bohaterów. Odnalazlem ślady starych chrześcijańskich wspólnot, a także miejsce gdzie lądowali jezuici.

„Milczenie” to historia wyprawy dwóch młodych, portugalskich jezuitów, którzy z Macao udają się na wyspę Kyushu w poszukiwaniu o. Christóvão Ferreiry, który zaginął wiele lat wcześniej, podczas swojej misji w Japonii.

Rzecz dzieje się w roku 1637 wiele lat po wydaniu zakazu szerzenia wiary rzymskokatolickiej przez Shoguna Hideyoshi Toyotomiego, a także po spektakularnej śmierci 26 męczenników z Nagasaki. W okresie brutalnego terroru wobec katolików, a także jezuitów, którzy dla Shoguna stali się wtedy symbolem najgorszego zła spadającego na Japonię.
Jeden z misjonarzy nazywa się Sebastião Rodrigues. Jego historia, podobnie jak przypadek Ferreiry są prawdziwe. Ferreira to przykład i symbol najdotkliwej apostazji na Dalekim Wschodzie. Był uczniem samego świętego Franciszka Ksawerego, który w Kagoshimie wiele lat wcześniej ochrzcił pierwszego Japończyka. Christóvão Ferreira został schwytany, następnie torturowany. Pod wpływem bólu, strachu, a może i zwątpienia wyrzekł się Boga, depcząc fumi-e, czyli mosiężną tabliczkę z wizerunkiem Jezusa Chrystusa.

To właśnie poprzez podeptanie fumi-e Japończycy zmuszali do wyrzekania się wiary. Dodać należy, że u schyłku misji św. Ksawerego w Japonii było ponad 300 tysięcy wiernych kościoła katolickiego. Dla tych, których nie chcieli się wyrzec wiary w Chrystusa, stosowano okrutne tortury, palenie, albo wieszanie w tzw. „jamie” głową do dołu, z naciętymi żyłami tuż za uszami, po to by krew spływała wolno, wreszcie poprzez ukrzyżowanie w morzu. Śmierć dla nich przychodziła wtedy wraz z przypływem.

Historia misji Sebastião Rodriguesa oparta jest na życiu Giuseppe Chiarry, włoskiego jezuity, który dotarł do Japonii w latach 30. szesnastego stulecia i po akcie apostazji dożył w Edo sędziwego wieku jako buddyjski mnich. Ferreira, bohater „Milczenia” stał się w dziejach Japonii ważną postacią, był autorem rozpraw filozoficznych, wytykających katolicyzmowi przeliczne nadużycia, szowinistyczna misję podboju, manipulowanie umysłami i duszami prostych ludzi. Obaj byli świadkami okrutnych tortur, jakie ludzie daimo z Hakaty stosowali wobec japońskich chłopów, bo to oni byli przede wszystkim ofiarami tych rzezi.
W rolę Ferreiry w filmie Martina Scorsese wcielił się Liam Neeson. Wcześniej przymierzany był do tej roli Daniel Day-Lewis. Sam Scorsese zainspirował się sztuką teatralną w reżyserii Kennetha Branagha, który jako pierwszy w Europie pokazał adaptację „Milczenia”.

Rolę Rodriguesa zagrał w tym filmie Andrew Garfield. W projekcie sprzed kilku lat rolę tę chciano powierzyć Beneficio del Toro. Ale trzeba też przypomnieć, że „Milczenie” już było na wielkim ekranie. W roku 1971 zrobił to Masahiro Shinoda. Wtedy to, w postać Inoue wcielił się legendarny Eiji Okada, znany szerzej z filmu „Hiroszima moja miłość”. Zaś rolą Judasza/Kichijiro wygrał niesamowitą, międzynarodową karierę nieznany wtedy Mako Iwamatsu. Inoue to postać kluczowa dla tej historii. Samuraj, na służbie daimo, niegdyś ochrzczony, a teraz kat misjonarzy.

To Inoue, daimo z Chikugo, miasta niedaleko Nagasaki, który znał wielu Europejczyków zaproponował jezuicie nową rolę w jego życiu: napisze traktat o szkodliwości chrześcjaństwa. Dla Japończyków, a zwłaszcza dla Shoguna miało to fundamentalne znaczenie. I Ferreira ofertę przyjął.

A Rodrigues depcze wizerunek Jezusa, depcze swój świat, depcze swoje cierpienie. Wie, że nigdy nie zostanie świętym. Jak Ksawery, jak japońscy jezuici z Nagasaki. Został później nazwany Okada San’emon. Ożenił się z wdową po skazanym na śmierć pewnym katolickim samuraju. Mieszkał w Nagasaki do swojej śmierci. Miał wtedy 64 lata.

Jakże inaczej wygląda na tym tle inny samuraj tamtych czasów, właśnie wyniesiony na ołtarze Takayama Ukon, zwany z polska Justynem. Wygnany z Japonii wraz z innymi katolikami, nazwany przez Hiszpanów „Sługą Bożym’’ dożył swych lat w Manilli. Powstała o nim sztuka teatralna i film „Gunshi Kanbei’’.

Shūsaku Endō został ochrzczony kiedy miał 11 lat. Bez wątpienia podjął się w swoim pisarstwie wielkiego wyzwania, o które trudno każdego praktykującego katolika, choćby był Japończykiem. Oskarżyć Boga o milczenie…

A jednak dla Endō misja Sebastião Rodriguesa to jedno z pytań, które stawia. O człowieka. O jego godność. O jego wiarę w drugiego człowieka. Tak jak zrobił to w innej książce „Morzu i truciźnie”.

Choć krytycy dopatrują się podobieństw do „Ostatniego Kuszenia Chrystusa’’, film Martina Scorsese oskarżeniem nie jest. To raczej pięknie sfilmowana opowieść o przypadkach nieuleczalnych miłości. Do Boga właśnie. Bo przypadki Japończyków takie właśnie są. Apostatami byli Portugalczycy. W rzeczywistości Włoch i Portugalczyk. Japończycy oddawali życie w męczeństwie, nie pytali o sens istnienia Boga. Oddawali za niego życie. W ostatniej scenie filmu Martina Scorsese, zmarły Chiarra trzyma w dłoniach krucyfiks. To znak, że jest nadzieja. Ale to tylko komentarz do tych zdarzeń dodany przez reżysera.
To dlatego ostatni samuraj został świętym. Krwią japońskich katolików zroszona została ziemia na Kyushu. Ktoś kto ją odwiedzi, powinien o tym pamiętać.
Trwa ładowanie komentarzy...