Jezus urodził się na Kyushu...

26 Martyrs of Japan, Nagasaki
Wszystko zaczęło się w okolicach dzisiejszego Sotome, małej wioski niedaleko Nagasaki na wyspie Kyushu. To tam, 500 lat temu, dla wielu Japończyków narodził się Jezus Chrystus.



Tamtędy wędrował jezuita Franciszek Ksawery, głosząc o dobrej nowinie i narodzinach Pana. Mówił Japończykom także o Jego śmierci, że dokonała się dla ich Zbawienia. W Kagoshimie ochrzcił pierwszego mieszkańca Kyushu. Powiedział mu, że Chrystus narodził się właśnie dla niego. Potem za świętym Ksawerym dotarli tam inni misjonarze. Przybyli do Hirado, do Oshimy, lądowali na łodziach w Sotome. Wokół Nagasaki powstały liczne wspólnoty chrześcijańskie, a w Urakami i Sotome największe. Po śmierci 26 męczenników stali się Kakure Kirishitan. Ukryci. Ścigani. Mimo to przetrwali.
----
Wiele lat po wydarzeniach opisanych przez Shūsakō Endō w powieści „Milczenie“, do Sotome przybył francuski misjonarz Marc Marie de Rotz. Był w misji Bernarda Petitjean, innego francuskiego księdza, który zbudował kościół Ōura i odprawił pierwszą w Japonii mszę po niemal 250 latach. Francuzi chcieli w ten sposób zbudować pomnik 26 męczenników w Nagasaki. Miało to miejsce w 1597 roku z polecenia Shoguna Hideyoshi Toyotomiego i było początkiem okrutnych prześladowań japońskich chrześcijan, a także tych misjonarzy, którzy wbrew zakazowi, potajemnie przybywali na Kyushu by prowadzić w ukryciu misję duszpasterską. Wśród nich był także Polak Wojciech Menciński, ale został schwytany przez samurajów Satsumoto. Jego męczeństwu przyglądał się buddyjski mnich o imieniu Sawano, który był także jego tłumaczem podczas przesłuchania. Jak wiemy Sawano to o. Christovão Fereira były jezuita portugalski, którego apostazja wstrząsnęła misjami od Macao po Malakkę. Stała się inspiracją do napisania „Milczenia”.


Drewniany koścół Ōura zaprojektował, a właściwie wykonał japoński cieśla Hidenoshin Koyama, ten sam, którego legendarny, drewniany pawilon ozdobił ogród Thomasa Blake Glovera, szkockiego kupca i miłośnika japońskiej herbaty, kluczowej postaci w dziele industrializacji Japonii okresu Meiji, twórcy koncernu Kirin. U Glovera odnajdujemy poplątana historię Chōchō-fujin i Benjamina Franklin Pinkertona z opery Madame Butterfly, a w rzeczywistości pewnego Francuza o nazwisku Pierre Loti i niejaką Tsuru, zanim pojawiło się jej imię Chōchō-san. Ale to zupełnie inna historia, nieco z boku spacerów po Nagasaki.
----
A zatem w Sotome pojawia się Marc de Rotz. Właśnie w Sotome ukrywali się niegdyś chrześcijanie. Straże daimo z Hakaty czy Nagasaki wyłapywały ich po kolei. Wszystkich skazywano na okrutną śmierć. Endō dokładnie opisuje ich cierpienie. Najpierw golono głowy, potem wieszano za nogi. Nacinano im żyły za uszami, aby wolno się wykrwawiali. Umierali w męczarniach. Wedle świadectw, najpierw świętego Ksawerego, potem jezuity Valignano w Japonii było tysiące wiernych Kościoła. Może nawet 300 tysięcy. Pomimo dekretu o ostatecznym zakazie chrześcijaństwa, na terenie Kyushu przebywało wielu jezuitów. Głównie z Portugalii, ale byli też Meksykanie, Hindusi z Goa czy Włosi.
To właśnie Włoch, Giuseppe Chiarra, obok wspomnianego Portugalczyka Christovão Fereiry w dużym stopniu przyczynili się do prześladowań japońskich wiernych kościoła rzymskokatolickiego. Gdy tymczasem Holendrzy mogli przebywać na Dejimie i wzbogacać aktywa własne i Shoguna, handlując cukrem, drewnem i porcelaną. Holendrzy rywalizując z Portugalczykami w dziele kolonizacji w Azji czy Afryce bez skrupułów zaogniali relacje pomiędzy Szogunatem a misją portugalską w Hirado i doprowadzili do jej zamknięcia. W efekcie do skazania na śmierć wielu misjonarzy.


Rotz to postać niezwykła. Dokonał w Sotome dzieła nadludzkiego. Był nie tylko księdzem, bo i owszem stworzył tam wszak kościół i szpital, nauczył okolicznych mieszkańców tkactwa, ciesielki, budował im łodzie rybackie, szył żagle, produkował makaron, był ich spowiednikiem i lekarzem. Radził i pokazywał jak godnie żyć, aby po śmierci mogli trafić do Nieba.
Tuż obok parafii de Rotza znajdują się skaliste, czarne plaże. W czasach prześladowań ukrzyżowano tam wielu japońskich katolików. Drewniane krzyże wbijano w dno morskie w czasie odpływu. Ukrzyżowanym zadawano rany włóczniami. Szydzono. Potem przychodziła fala przypływu. I oni tonęli.
Być może w zamyśle Francuzów było odtworzyć dawne wspólnoty. Kiedy Bernard Petijean odprawiał pierwszą mszę w Ōura, wiara rzymskokatolicka była jeszcze zakazana. Było to wszak przed rebelię samurajów z Satsumy i ostatecznym upadkiem Shogunatu. Ale potomków dawnych katolików było bardzo wielu. Dlatego Rotz trafił na żyzny grunt. Jego misja w ciągu kilku lat rozkwitła i misjonarz mógł udać się w dalszą drogę chrystianizacji, kontynuować dzieło jezuickich misjonarzy, do Osaki, Edo czy Yokohamy. Ale do Sotome wrócił, by spędzić tam resztę życia.


W dziele ewangelizacji Japonii odegrał największą rolę, obok świętych Ksawerego i Paula Miki, pierwszego Japończyka spośród największych męczenników z Kyushu.
Ten pierwszy zmarł w drodze do Malakki i nie dokończył swojego imponującego dzieła w Japonii. Drugi oddał życie w męczarniach na krzyżu, prosząc Chrystusa o łaskę. Święty Ksawery został pochowany w Goa z dala od tych, którym zaszczepił wiarę i nadzieję na życie wieczne. Przetrwała tam kilka wieków. Rotz to udowodnił.
Trwa ładowanie komentarzy...