Ja, Duras, Okada i Takahura

Hiroshima moja miłość, Riva, Okada
Sięgam dziś pamięcią do Tych, których nie ma wśród żywych, których nigdy nie znałem, ale w jakiś sposób towarzyszyli mi od lat, można rzec zatrzymali się u mnie na zawsze. Jedna z tych osób to Margeurite Duras, prawdziwa legenda literatury, której grób na Montparnasse odwiedzam dość często. Wierzę, że w taki sposób potrafię rozmawiać z tymi, których podziwiałem, ale los nie obdarował mnie szansą spotkania z nimi bezpośrednio. Choć przecież nigdy nie wiemy co nas jeszcze czeka na drodze życia.

O Duras napisano i wszystko i powiedziano zbyt wiele. Nie czas i miejsce by do tego wracać. Dziś przykuła moją pamięć Ona i On z filmu „Hiroshima moja miłość“. Zawsze zastanawiały mnie słowa Emannuelle Rivy, że 6 sierpnia w Nevers lato przynosiło zapach wolności. Dla niego zupłenie odwrotnie. Jedynie zapach śmierci.

Jest w tym filmie dręcząca nuta, jakiś niepokój, który zauważamy zarówno u Munka jak i wielu innych reżyserów, którzy podobnie jak Alain Resnais, nieśli w sobie ciężar wojennego doświadczenia. Oczywiście u Munka jego bohaterka nie mogła mieć romansu z niemieckim żołnierzem. W dodatku o twarzy Bernarda Fresson.
Właśnie twarzy. Pamiętacie tego przystojniaka z Hiroshimy? Eiji Okada. Aktor, którego znamy także z Yakuzy? Jego też nie ma wśród nas. Architekt z Hiroshimy, który stracił rodzinę 6 sierpnia 1945 roku.

Okada ma w swoim dorobku rolę, o której mało kto pamięta. „Milczenie“ w reżyserii Masahiro Shinody. Zagrał tam historyczną postać Inoue Chikugonokami, ochrzczonego niegdyś Japończyka, który jest w filmie sędzią w sprawie oskarżenia portugalskiego jezuity, poszukującego na Kyushu śladów ojca Perreiry, innego misjonarza, który przepadł w Japonii bez wieści. Jest to historia opisana w głośnej książce Shūsaku Endõ pod tym samym tytułem.
Teraz “Milczenie" kręci sam wielki Martin Scorsese. To jeden z największych tematów do udźwignięcia zarówno przez kino, jak i każdego, kto stanie przed szczątkami 26 męczenników w Nagasaki.
Sydney Pollack zaproponował Okadzie rolę w "Yakuzie". Warto popatrzeć na ten film, bo to znamienite dzieło, ale też z powodu, jak rozprawia się z tą materią współcześnie Takeshii Miike, który jednocześnie składa swoisty hołd Robertowi Mitchumowi, a także czyni ukłon dla Okady i Ken Takahury w swoim najnowszym filmie sprzed kilku miesięcy.
Całkiem niedawno zauważyłem, że Takahura odszedł... A to już rok, albo dwa. Wielki, wspaniały japoński aktor.


To o nim napisał inny bohater Japończyków Shintaro Ishihara: "the last big star in Japan". Polacy pamiętają zapewne jego epizodyczną rolę u boku Michaela Douglasa w "Czarnym deszczu", niektórzy prawdziwi miłośnicy kina właśnie w “The Yakuza” Sydneya Pollacka z Robertem Mitchumem. Błyskotliwy, nieco zamknięty, o urodzie amanta z epoki Prawdziwych Mężczyzn, godny wielkich ról, dostrzeżony i doceniony. Do historii kina przeszedł jego tekst, raczej zdanie, które skierował do Michaela Douglasa i Andy Garcia: " I do speak fucking English". Prawdziwe kino odchodzi razem z Tymi aktorami...
Trwa ładowanie komentarzy...